niedziela, 03 października 2010
Co Jarosław Kaczyński ma wspólnego z Violettą Villas
W zasadzie to można by powiedzieć, że tych cech wspólnych jest jak na lekarstwo. Jednak obydwoje stanowią przedmiot żartów i szyderstw, a ich osobowości wzbudzają więcej kontrowersji niż na to zasługują. Violetta Villas i Jarosław Kaczyński o dwa ciała obce, które krążą po zupełnie innych orbitach. Jednak w trajektorii ich lotu tkwi podobny absurd, podobne szyderstwo losu, gorzkie poniżenie, zaniechana godność i tęsknota lub, jak kto woli, marzenie o potędze.
Ona: kiedyś znana, doceniana, nie raz wręcz wielbiona piosenkarka, żeby nie powiedzieć diva polskiej sceny muzycznej. Dziś traktowana z pobłażaniem, bazująca na litości ludzi i fascynacji tym co przeminęło, śpiewa w zapyziałych Domach Kultury za 20 zł od biletu.
On: niegdyś szanowany polityk, traktowany poważnie mimo radykalnych i często niepopularnych poglądów i decyzji. Przez niektórych uważany za męża stanu. Dziś coraz częściej poczytywany jako ofiara własnej rozpaczy i bólu niespełnienia. Człowiek obwiniający wszystkich dookoła za kondycję państwa i swoją własną, skłonny stawiać pomniki swojemu bratu w całej Polsce, gromadzący swój elektorat spośród osób znajdujących się w podobnym stanie psychicznym, bądź przyzwyczajonych i wyznających wartości konserwatywne. Przy czym, choć ta ostatnia grupa skłonna jest wybaczać Kaczyńskiemu wszystkie szaleństwa, to jest ona coraz mniejsza. Bo albo sięga po rozum do głowy, albo zwyczajnie wymiera.
To, co łączy te dwie postacie w sposób najbardziej wyrazisty, to problemy z kondycją psychiczną. Z tą małą różnicą, że Violetta Villas w swoich humorach i szaleństwach jest nieszkodliwa dla otoczenia, natomiast Jarosław Kaczyński skłonny jest siać pożogę i zniszczenie wszędzie ta, gdzie się pojawi.
środa, 29 września 2010
Radziszewska a odruchy Pawłowa
Nie podam się do dymisji, to stanowisko mi odpowiada. Och, to wspaniale, że pani Elżbieta Radziszewska, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, czuje się tak bardzo związana ze swoja funkcją. Tylko narzuca się pytanie jaka jest motywacja tak silnej więzi. Czy to przypadkiem empatia i niebywała wrażliwość na ludzkie prawa oraz potrzeby, czy też powab władzy, splendoru wynikającego z pełnionych obowiązków oraz dobre samopoczucie.
Pani pełnomocnik jest zdziwiona żywiołową reakcją społeczeństwa oraz osób publicznych, jakie wywołały jej ostatnie wypowiedzi. Nie chodzi nawet o treść wywiadu dla "Gościa Niedzielnego", kiedy stwierdziła, że katolicka szkoła ma prawo odmówić zatrudnienia "zdeklarowanej lesbijki”. Tę kwestię Pani pełnomocnik wyjaśniła szczegółowo w programie Dzień dobry TVN, powołując się na prawo Unii Europejskiej. O ile jestem skłonny uznać to wyjaśnienie, o tyle dziwi mnie brak refleksji nad kwestią wystarczalności tego prawa. Jednak na ten temat Pani Radziszewska się już nie zająknęła. A jako osoba odpowiadająca za działania prowadzące do zniwelowania dyskryminacji, powinna postawić sobie i innym kilka pytań, które poprowadziłyby do prawdziwej dyskusji w zakresie równego traktowania członków wspólnoty obywatelskiej. Pani pełnomocnik wolała jednak pytań nie stawiać, bo jeszcze sama w ostatecznym rozrachunku zostałaby wywołana do tablicy. A przecież nie płacą jej znów tyle, aby się wychylać.
Niemniej w tym samym programie TVN ujawniła orientację seksualną swojego współdyskutanta Krzysztofa Śmiszka z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. W tym przypadku, bez względu na to, czy dotyczy to osoby publicznej, czy nie, nikt nie ma prawa ujawniać tak wrażliwych kwestii. Pani Radziszewska nie byłaby szczęśliwa, gdyby ktoś zaczął komentować jej życie prywatne, nawet, jeśli byłoby ono dla wszystkich tajemnicą poliszynela. Miałem nadzieję, że defilada kroczącej kompromitacji na tym się zakończy. Ale Elżbieta Radziszewska uznała, że jak hulać, to na całego.
Dlatego doszła do wniosku, że stanowiska nie opuści, ponieważ jej odpowiada. Czyli nie dlatego, że dobrze wypełnia swoje obowiązki, nie dlatego, że czuje się odpowiedzialna za osoby słabsze i dyskryminowane, nie dlatego, że powierzona jej funkcja jest wyrazem misji, którą ma zaszczyt wypełniać, a dlatego, że jest jej wygodnie. Czuje się świetnie, nie ma sobie nic do zarzucenia. Jaśnieje blaskiem splendoru swojej ważności, łakomie spogląda na wpływające co miesiąc złotówki na swoim koncie w banku, cieszy się możnością bywania na salonach i używania władzy.
I choć dzisiaj Elżbieta Radziszewska jest przerażona falą krytyki, jaka na nią spadła, to przede wszystkim powinna być przerażona swoją głupotą i brakiem odpowiedzialności. Tam, gdzie spotykają się wrażliwe kwestie dyskryminacji osób, które w znakomitej większości czują się wyłączone ze społeczeństwa potrzeba człowieka, a nie pustogłowej idiotki, która ślini się na widok pęczniejącego portfela jak pies Pawłowa. To stanowisko nie jest stworzone po to, aby można się pochwalić swoim wnukom, że było się kiedyś kimś ważnym w hierarchii władzy państwowej. Ta funkcja ma być głosem ludzi, który tak często jest pomijany lub niebrany pod uwagę w dyskursie publicznym.
Zatem nastał czas, kiedy nie tylko Pani słowa, ale również zdziwienie jest nie na miejscu. Bez względu na dalsze donośne dokonania Pani pełnomocnik, można uznać, że Polacy, którzy znajdują się w społecznej defensywie, nadal pozbawieni są swojego reprezentanta. Bo Elżbieta Radziszewska reprezentuje wyłącznie siebie.
piątek, 27 sierpnia 2010
Krzywda Lecha Kaczyńskiego
Nie można powiedzieć, że wyłącznie adwersarze śp. Lecha Kaczyńskiego nie dają mu spoczywać w spokoju. Tym razem abp Leszek Sławoj Głódź postanowił pobiedzić się nad losem zmarłego Prezydenta RP.
Do dziś nie padło słowo przepraszam wobec tragicznie zmarłego prezydenta, z którego szydzono i kpiono, upokarzano i pogardzano. Czy dlatego, że kochał Polskę, chciał, by zajęła miejsce godne wśród narodów Europy, pozostała wierna swojej chrześcijańskiej tożsamości? - pytał abp Głódź.
Otóż drogi arcybiskupie, nie, to nie miłość do kraju zadecydowała, że Lech Kaczyński stał się tematem niewybrednych żartów, ani też chorobliwe przywiązanie do "chrześcijańskich wartości". Na wrogość ludzi wobec Prezydenta wpłynęły brak szacunku, gotowości do dialogu i arogancja względem społeczeństwa. Zadecydowały liczne publiczne wpadki, kłótliwość, apodyktyczność i niesamodzielność, która objawiała się silnym uzależnieniem od brata. Liczne mankamenty minionej prezydentury obaliły majestat funkcji, jaką pełnił Lech Kaczyński i jedyną osobą, do której można mieć pretensję a zaistniałą sytuację, jest on sam.
Arcybiskup Głódź wyrażał również zaniepokojenie sytuacją polityczno - społeczną w Polsce, którą charakteryzuje:
brak szerszego porozumienia i powrót "dawnego języka politycznego dyskursu", "arogancja, jednostronność i pewność siebie" w życiu politycznym, a także utrata obiektywizmu przez wiele mediów i pójście przez nie "na służbę manipulacji i jednostronnej propagandy".
Jedyny powrót do poprzedniej retoryki zanotował Jarosław Kaczyński, który z delikatnego baranka przerodził się w nadętego barana, który z ogromnym wysiłkiem gasi szaleństwo i nienawiść w swoich oczach. Niestety nie jest w stanie pohamować swojego języka, którego prymitywizm pogłębił się w stosunku do pierwotnej retoryki.
Media zdaje się też nie straciły nic ze swojego "obiektywizmu". A jeśli już, to raczej na korzyść zmarłego Prezydenta, który w obliczu tragedii otrzymał twarz człowieka, a został pozbawiony maski klowna.
Metropolita stwierdził również w kontekście "konfliktu o krzyż", że propozycja zmiany stosunków panujących między kościołem i państwem, jaką zgłasza lewica, są powiewem stalinizmu.
A mnie się wydaje, że Kościołowi Katolickiemu w Polsce przydałby się porządny przeciąg, co by wygnał z głów kościelnych dostojników polityczne mądrości i przekonał skutecznie, że do ich zadań należy dbanie o ludzka duszę, a nie bezwstydne ocieranie się pod stołem o zgrabne nogi polityki.
W gruncie rzeczy to nie obywatele się staczają, ani nawet władza, która i tak już dna sięgnęła dawno. To Kościół Katolicki rozłazi się w szwach i przypomina brudną sułtannę, która kryjąc ogrom wstydliwych faktów oraz inercję w działaniu, również w sprawie krzyża przed Pałacem Prezydenckim, dłużej nie jest w stanie kryć obrzydliwego cielska hipokryzji i głupoty.
|
|
|
<
|
Maj 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
|
7
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
|
14
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
|
21
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
|
28
|
29
|
30
|
31
|
|
|
|
|